START
WYDARZENIA
FILIPÓW
TURYSTYKA
FIRMY
MULTIMEDIA
OGŁOSZENIA
GKS ROSPUDA
LINKI
MAPY
HISTORIA
FOTOGALERIE
FOTOGALERIA
ARCHIWUM
HUMOR Z KSIĘGI
STARA KSIĘGA GOŚCI
KSIĘGA GOŚCI
KONTAKT
Wspomóż leczenie Martynki i Piotrka
INFO
PROGRAM TV
KINO "BAŁTYK"
PKS SUWAŁKI
PRZYDATNE LINKI
Przydatne linki
Linki na skróty
 Stowarzyszenie Rospuda
MAPY
Mapnik
ROSPUDA
www.bakalarzewo.eu

TPZB

www.raczki.pl

Strona ekologów
VIDEO
video
Filmoteka Mariana
Historia
Armia Czerwona i Wehrmacht w Filipowie
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Środa, 03 Lipiec 2013 19:06

ARMIA CZERWONA I WEHRMACHT W FILIPOWIE

 

Ustalenie granicy niemiecko-sowieckiej

Po zakończeniu działań wojennych we wrześniu 1939 r. Polskę skreślono z mapy Europy, a Trzecia Rzesza i ZSRR stały się państwami granicznymi. Tajny protokół do paktu Ribbentrop-Mołotow zawarty w sierpniu 1939 r. Suwalszczyznę przyłączył do sowietów, toteż po 17 września Armia Czerwona zajmuje Filipów. Podpisany w Moskwie 28 września „traktat o granicach i przyjaźni" zmienił wcześniejsze ustalenia graniczne, Stalin odstąpił Suwałki i przyległe ziemie Hitlerowi. Ostateczne rozporządzenia przyjęto w budynku urzędu celnego w Mieruniszkach. W połowie października 1939 r. Armia Czerwona wycofała się za Augustów, wraz z wojskiem  z Filipowa ucieka część obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, przeważnie były to osoby młode. Na Suwalszczyznę wkroczył Wehrmacht, Filipów został wcielony do Prus Wschodnich. Do miasteczka wprowadzono niemiecką administrację i żandarmerię, amtskomisarzem mianowano Karla Pogode działacza hitlerowskiego z Mieruniszek, komendantem żandarmerii został Eisenhower z Kowal Oleckich.

mieruniszki6.jpg

1.      Urząd Celny w Mieruniszkach. W październiku 1939 r. dowództwo Armii Czerwonej i Wehrmachtu dokonało w nim koordynacji działań mających na celu podział ziem polskich. Obecnie budynek nie istnieje.


Mazurska Pozycja Graniczna - punkt oporu Filipów (1939-1944)

Hitler planując kampanię we Francji i Anglii nie wierzył sowieckiemu sojusznikowi i chciał zabezpieczyć Prusy przed atakiem ze Wschodu. Główne założenie obrony polegało na zaryglowaniu dróg dojazdowych do Prus przy pomocy stosunkowo małych sił. Na odcinku Filipowa obronę oparto o liczne jeziora, rzekę, pas mokradeł i lasy. Przeszkody naturalne miały utrudniać manewry i blokować siły pancerne przeciwnika.  Przygotowania do budowy fortyfikacji granicznych Niemcy rozpoczęli już zimą z 1939 na 1940 r. Ze względu na przejście graniczne i biegnący tędy szlak komunikacyjny dający możliwość podejścia wrogich sił z artylerią postanowiono wybudować betonowe schrony dla załóg. Analiza taktyczna wskazała, że przy gwałtownym ataku z użyciem czołgów i lotnictwa obrona mogłaby się natychmiast załamać, postanowiono więc najważniejsze stanowiska karabinów maszynowych umieścić w żelbetowych obiektach.

Po szybkim zwycięstwie na Zachodzie w 1940 r. prace fortyfikacyjne trwały nadal. Budowa umocnień obronnych miała utwierdzać władze radzieckie o obronnych poczynaniach Wehrmachtu na Wschodzie i planowaniu inwazji na Anglię. Tajna dyrektywa Hitlera w sprawie wszczęcia przygotowań do wojny przeciw ZSRR wstrzymała tylko najbardziej kosztowne roboty budowlane. Ostatecznie budowanie pozycji granicznych przerwano w maju, w dniu 22 czerwca 1941 r. Hitler rozpoczął nową wojnę. Armia Niemiecka wraz z całym zapleczem inżynieryjno-technicznym wyruszyła do działań polowych.

D:\Documents and Settings\qaz\Pulpit\Pobieranie\DSCF0237.JPG

2.      Schron bojowy w Filipowie przy Rospudzie na działko przeciwpancerne i jego załogę wybudowany w 1940 r. Obiekt starannie wykończony i wybiałkowany.

D:\Documents and Settings\qaz\Pulpit\Pobieranie\DSCF0237.JPG

3. Rynek w Filipowie maj 1941r - wojska niemieckie budują most. Budowany most był częścią przygotowań do ataku na ZSRR. W jasnych tropikalnych mundurach, bez pasów najprawdopodobniej jeńcy francuscy. Strażnicy stoją na kamiennym murku od strony drogi do Kościoła, w głębi dawna remiza strażacka.

D:\Documents and Settings\qaz\Pulpit\Pobieranie\DSCF0237.JPG

4. Rynek w Filipowie - maj 1941r. Budowany most był częścią przygotowań do wojny z ZSRR. Saperzy budując go sporządzili makietę, następnie wybudowali most na rynku, rozebrali i przenieśli nad Rospudę. Most postawiony był około 30 metrów na północ od obecnego. W czasie działań wojennych w 1944r. został zerwany przez Niemców. Obecnie na jego miejscu są tylko resztki wbitych pali. W tle dom parafialny.

Czytaj dalej:
 
Konflikty mieszczan filipowskich w latach czterdziestych XVIII wieku
Sobota, 30 Marzec 2013 00:00

Analiza sądowych ksiąg grodzieńskich z XVIII wieku wskazuje na wyjątkowo dużą liczbę pozwów pochodzących z Filipowa. Pod tym względem to przygraniczne miasto wyróżniało się na tle północno‍‑zachodniej części powiatu grodzieńskiego. Gdy z innych ośrodków znamy jedynie pojedyncze roszczenia, to z Filipowa napływały one niemal corocznie. Rekordziści udawali się do odległego przecież Grodna nawet kilka razy w roku. Mieszczanie filipowscy oskarżali się wzajemnie, występowali przeciwko lokalnemu wójtowi i staroście, a nawet dzierżawcom odległych majątków. Świadczy to o tym, że stanowili silną, dumną i uświadomioną grupę. Bez większych obaw potrafili wystąpić przeciwko staroście, który cieszył się poparciem wpływowych przedstawicieli stanu szlacheckiego. Pokazuje to także, jak wielu mieszkańców Filipowa posiadało ambicje polityczne, dla spełnienia których gotowi byli do dużych poświęceń, a nawet niegodziwości. Sąsiednie miasto królewskie – Przerośl pozostawało daleko w tyle pod tym względem, nie mówiąc o miastach prywatnych – Bakałarzewie czy Raczkach. Z tych ośrodków pozwy pojawiały się sporadycznie. Dość często procesowali się mieszczanie wiżajeńscy, sprawcy także spektakularnych zajść. Wiżajny w porównaniu z Filipowem były jednak spokojną mieściną. Źródeł takiej postawy filipowian należy upatrywać w czasach wcześniejszych, głównie w okresie przełomu XVI i XVII wieku, gdy miasto podzieliło się na dwa przeciwstawne obozy: katolików i arian. Ówczesne, dość dobrze udokumentowane konflikty podsycali też starostowie. Filipów był także świadkiem gorących sporów między proboszczem a starostą około roku 1660. Pozwala to wysunąć tezę, iż zwyczaje, nawet te nienajlepsze, długo potrafią przetrwać w środowisku. Niniejszy artykuł dotyczy waśni, do których dochodziło zaledwie w jednym dziesięcioleciu miasta. Szerszy pogląd na omawiany problem przyniosą dalsze prace badawcze.

Całość przeczytasz w Roczniku Augustowsko-Suwalskim

 

 
Rak na pieczęci Filipowa
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Sobota, 09 Luty 2013 22:05
Prawa miejskie Filipów otrzymał 8 września 1570 roku od króla Zygmunta Augusta. Akt lokacyjny na prawie magdeburskim zapewnił: wójta, ławę sądowniczą, herb Rak, trzy jarmarki, targ tygodniowy. Król obdarzył Filipów ogromnym obszarem miejskim i znaczną częścią puszczy. Troszcząc się o dobrobyt władca zapewnił liczne zwolnienia z podatków.
W przywileju miejskim król pisał tak: "ku któremu prawu ozdobie i pomnożeniu ich pieczęć miejską, raka, naznaczamy i podawamy, i w tymże liście naszym wszystkim obywatelom filipowskim od nas danym takową pieczęć i herb na świadectwo jaśniejsze wyrazić jeśmy raka roskazali"

Pieczęć gwarantowała autentyczność dokumentu, pieczętowano więc: przywileje, ich odpisy, wyroki sądowe, transakcje majątkowe, testamenty, wypisy z miejskich ksiąg aktów i ksiąg sądowych, pozwy sądowe, osobiste metryki i inne.

Z okresu gdy Filipów był miastem znamy trzy pieczęcie, choć mogło ich być znacznie więcej. Najstarszy odcisk pieczęci zachował się na dokumencie z 1645r. Badający ją historyk zaznaczył, że jest to pieczęć miejska, a jej tłok mógł powstać około roku 1570, gdy Filipów otrzymał prawa miejskie.

1. PIECZĘĆ HERBOWA MIASTA FILIPOWA, 1645 r


Na wyobrażeniu znajduje się renesansowa tarcza, na której przedstawiony jest rak. Napis na pieczęci zwany legendą zatarty. Pieczęć jest okrągła o średnicy oszacowanej na 29-32 mm.


Następną pieczęcią jest pieczęć sądowa z końca XVIII wieku. Pieczęć jest piękna, tarcza klasycystyczna i wyobrażenie raka wyszły zapewne spod ręki mistrza, pieczęć wyróżnia się urodą spośród innych stempli z tej epoki.


2. PIECZĘĆ HERBOWA SĄDU ORDYNARYJNEGO PIERWSZEJ INSTANCJI MIASTA FILIPOWA, [OKOŁO 1791-1792]

Na pieczęci jest polska legenda SĄD ORDYNARYINY PRIMAEINSTANTIAE MIASTA FILIPOWA pisana majuskułami wzdłuż krawędzi liniowej pieczęci. Zaczyna się od krzyża. Między słowami kropki, w końcu legendy dwukropek. Litery A i E połączone.
W wyobrażenie wkomponowana owalna tarcza, na której przedstawiony jest rak. Tarcza obramiona klasycystycznym kartuszem i ozdobiona u góry koroną o pięciu fleuronach. Pieczęć ma kształt owalu i rozmiary około 59x52 mm. Z tego samego okresu pochodzić także mała pieczęć sądowa.


3. PIECZĘĆ HERBOWA SĄDU ORDYNARYJNEGO PIERWSZEJ INSTANCJI MIASTA FILIPOWA, [OKOŁO 1791-1792]


Napis na pieczęci w języku polskim SĄD ORD(YNARYINY) PRIMAE INSTA(NTIAE) MI(A)STA FILIPAWA pisana jest majuskułami wzdłuż liniowej krawędzi pieczęci. Zaczyna się od krzyża, między słowami stoją kropki. Litery I i P w słowie FILIPAWA oraz, zdaje się, A i E są połączone.
W wyobrażenie wkomponowana owalna tarcza, na której przedstawiony jest rak. Tarcza ozdobiona u góry koroną o niejasnym kształcie. Pieczęć ma kształt owalu i rozmiary około 42x37 mm.

Stempel przeznaczony był do pieczętowania aktów sądu miejskiego i miał pełnić, w odniesieniu do większej, rolę pieczęci małej. Wydaje się, że sporządził go inny, słabszy majster.


Symbolika historyczna z pieczęci miejskich została usunięta w czasie zaborów około roku 1822, oczywiście jeśli jeszcze tam była. Natomiast pieczęci sądowych używano do końca istnienia sądu w Filipowie. Prawa miejskie Filipów stracił po Powstaniu Styczniowym. W 1867 roku jej tłok wciąż jeszcze był. Kiedy bowiem Komisja Rządząca Spraw Wewnętrznych Królestwa Polskiego zażądała danych o herbach i pieczęciach miejskich, burmistrz filipowski, odcisnąwszy w laku wzory większej oraz mniejszej pieczęci, wysłał je komisji. W raporcie odnotował poza tym, że dokumentów miejskich w Filipowie nie ma, ponieważ zostały przekazane do zarządu guberni augustowskiej. Komisja Rządząca Spraw Wewnętrznych przesłała otrzymane materiały do Departamentu Heroldii w Petersburgu, w którego zbiorach odciski pieczęci znajduje się dotychczas. Ostatecznie pieczęci sądowe zaginęły w Filipowie, najprawdopodobniej w czasie zawieruchy wojennej w XXw. Po odzyskaniu niepodległości w czasie I i II Rzeczypospolitej na przedstawieniach pieczęci znajdowało się godło narodowe.

 


4. PIECZĘĆ URZĘDU GMINY FILIPÓW [1992]

Obecny wizerunek raka z pieczęci Urzędu Gminy Filipów. Rak wrócił  na pieczęć Filipowa na mocy ustawy samorządowej z 1990r

 

 
O ukrytej broni braci Minkiewiczów
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Niedziela, 09 Grudzień 2012 11:47

Choć trudno w to uwierzyć, kiedyś nie było Internetu, telewizji, ani radia, książek za wiele też nie było. Jedyną jaką posiadano była ta do nabożeństwa. Elektryczności nie znano, ulice Filipowa spowijała ciemność, a wszystkie roboty wykonywano ręcznie. W jesienne, długie wieczory zbierali się sąsiedzi, żeby to kapustę składać, wełnę prząść, pierze drzeć, a jak się nie chciało robić stawiano dzban piwa albo flaszkę okowity na stół, ogórki z beczki, chleb swojski i skwarkę wysoloną. Bo Biedronki też nie było.

Wtedy godzinami opowiadano, jakie w mieście przejścia były, czy nie widać jakiś zrękowin, co się komu wyprosiło, wycieliło i wyźrebiło. Kiedy już zakończono obowiązkowy temat wójta i plebana, zaczęto opowiadać, co się ongiś działo. O dawnych panach, nieboszczykach pod kościołem i straszydłach w krzakach. Zacniejsze towarzystwo mówiło o minionych wojnach i ojczyźnie. Tak przez lata rozmawiano, przenosząc wiadomości z ust do uszu. Niewiele z tego klimatu pozostało, tym bardziej warto przypomnieć rzecz „O ukrytej broni braci Minkiewiczów"
Pierwsza spisana wzmianka o niej ukazała się w 5 numerze Naszego Głosiku z 1936r. Gazetka była ilustrowanym regionalnym pisemkiem dzieci i dla dzieci z pojezierza suwalsko-augustowskiego. Łącznie w latach 1935 -1936 wydrukowano 12 numerów przygotowanych przez uczniów z różnych miejscowości. Należy przyznać że starannie wybierano regionalne ciekawostki, a jej twórcy podeszli do zadania ambitnie. Pod tym względem numer o Filipowie pozytywnie się wyróżnia. W tym czasie nauczycielem języka polskiego był Jan Jagłowski i najprawdopodobniej on odpowiadał za redakcję tekstów. Autorką tekstu "O ukrytej broni braci Minkiewiczów" była uczennica klasy VII Helena Bobowiczówna.


Tekst zawiera wiele informacji dotyczących miejsca ukrytej broni i samych poszukiwań; pierwszy raz próbowano ją odkopać w 1930 r. następnie wznowiono poszukiwania w 1935r. i ponownie planowano je wznowić na wiosnę 1936r. Wykonywano autentyczne prace w celu odszukania zabytków historii. Nie znamy bliżej tych poszukiwaczy, ale należy przypisać im szlachetne intencje. Nie była to gorączka złota, nie szukali garnca carskich imperiałów, nie zaślepiła ich chciwość. Posiadali informacje, gdzie należy szukać i poważnie je traktowali. I jeszcze jedna uwaga, gazetka zawierała wiarygodne treści, młodzież opisywała autentyczne zdarzenia, jej treść czytali mieszkańcy miejscowości, których teksty dotyczyły. Źródła mówione potwierdzają, że takie poszukiwania przed wojną w Filipowie były.
Zanim krytycznie przejrzymy tekst tej krótkiej uczniowskiej wzmianki, sięgnijmy do innego źródła. Stanisław Kopciał w „Legendach, podaniach i baśniach Suwalszczyzny" wydanych Suwałki, 1997 podaje taki tekst:

O UKRYTEJ BRONI BRACI MINKIEWICZÓW

Trzej bracia Minkiewiczowie pochodzili z Wilna. Jako oficerowie walczyli w powstaniu kościuszkowskim. Po uwięzieniu Tadeusza Kościuszki przez Rosjan i klęsce powstania przybyli Minkiewiczowie do Filipowa. Tu wybudowali piwnicę przy gościńcu do Garbasia (na późniejszym cmentarzu mariawickim) i złożyli w niej broń własną i swoich oddziałów. Miejsce to znajdowało się w odległości piętnastu metrów od starej gruszy. Wiadomość o ukrytej broni przechowywana była przez cały czas w tajemnicy przed Rosjanami.
A kiedy Polska odzyskała niepodległość, zaczęto sobie przypominać i głośno mówić o ukrytej broni. Dopiero jednak po kilkunastu latach podjęto próbę jej odkopania. Trafiono jednak wówczas na bardzo dużą płytę, która zagradzała wejście. Utrudniało to dostęp do wnętrza i dalsze kopanie przerwano. W następnym roku wznowiono prace nad wydobyciem broni, lecz przyszły wcześnie mrozy i uniemożliwiły kopanie. Potem każdego roku coś innego przeszkodziło w dotarciu do broni i wyjaśnieniu tajemnicy tego narodowego skarbu. Aż przyszła kolejna wojna i zatarła ślady.
O broni Minkiewiczów znów zapomniano.


Autor tej publikacji usuwa wszystkie daty poszukiwań, a wiadomość o ukrytej broni przenosi w świat podań i legend. Powtarza się porządek rzeczy, dzień miniony zamienia się w historię, historia z czasem przechodzi w legendę, legenda w mit. To co było, obraca się w niebyłe i rozsypuje w cień. Broni nie odnaleziono, informacja o jej ukryciu została legendą.
W Książce „Wojsko Kościuszki w roku 1794" wydanej w Poznaniu w setną rocznicę Insurekcji Kościuszkowskiej, Bolesław Twardowski zbiera wszystkie informacje o wojsku walczącym pod dowództwem Kościuszki. Publikuje też rysowane przez Michała Stachowicza malarza krakowskiego postacie żołnierzy. Swoje dzieło opatruje wyjaśnieniem "podłóg wiarygodnych źródeł" pod nazwiskiem malarza dodaje że "żył za czasów Kościuszki". Wszystko po to, by powstańców ocalić od tego, co niesie czas. Bezskutecznie.

Wracając do sprawy ukrytej broni, przywołajmy kilka motywów potwierdzających autentyczność wiadomości.
W XVIIIw. w Filipowie mieszkała rodzina Minkiewiczów, w dokumentach sądowych przewija się postać sławetnego pana Michała Minkiewicza - burmistrza Filipowa w latach czterdziestych. Minkiewiczowie zapewne byli w Filipowie w czasie powstania kościuszkowskiego, aż do XX w. Stąd pochodził Kazimierz Minkiewicz - ojciec generała Henryka Minkiewicza (zamordowanego w Katyniu) i Romualda Minkiewicza (wybitnego międzywojennego naukowca).
W Wilnie mieszkał Wincenty Minkiewicz, piastujący funkcję burmistrza, a zarazem jeden z głównych spiskowców przygotowujących powstanie kościuszkowskie. W powstaniu mogli wziąć udział jego krewni z Wilna i Filipowa. Czy oprócz nazwiska i postawy patriotycznej łączyły oba rody koligacje rodzinne? Zapewne tak.
Po upadku powstania spiskowcy przybyli do posiadłości swych krewnych by rozbroić swe oddziały i przeczekać czas represji. Możliwe jest też inne rozwiązanie - część powstańców postanowiło po złożeniu broni nie wracać do domu, ale wyemigrować za granicę. Stąd łatwo było dostać się do Prus i przez Królewiec drogą morską odpłynąć do Francji, by wrócić do domu w sprzyjającym czasie. Te fakty wydają się być argumentem potwierdzającym prawdziwość opowiadania.
Warto dodać, że nazwisko Minkiewiczów wielokrotnie pojawia się w czasie powstania styczniowego 1863r, ale było to już następne pokolenie walczące o wolną ojczyznę.


W opowiadaniu są też wątki mało wiarygodne. Przede wszystkim miejsce ukrycia „przy gościńcu do Garbasia", miejsce przy drodze, którędy chodzą ludzie jest ostatnim miejscem gdzie można coś skutecznie ukryć. Jeszcze bardziej zadziwiający jest sposób ukrycia „wybudowali piwnicę". Jeśli spiskowcom zależało na szybkości i tajności sprawy, budowa piwnicy przez nieznanych ludzi przyciągnęłaby ciekawość okolicznych przechodniów. Nie mieli tyle czasu, środków ani swobody by cokolwiek budować. Nie byłoby to racjonalne postępowanie ludzi ratujących się przed osobistą klęską.
Dodatkowo, dość niepewnym jest oznaczenie skrytki - 15 metrów od starej gruszy, która jeszcze stoi, mimo że minęło już 140 lat. Jeśli grusza była na tyle gruba, by od niej dokonano pomiaru, to musiałaby mieć ze dwieście lat. Hm ... ile lat potrafi żyć przydrożna grusza? ... a jednak to możliwe, drzewa tego gatunku potrafią żyć 300 lat. Szukanie piwnicy w okolicy cmentarza, który jest miejscem odwiedzanym i przekopywanym, też nie budzi zaufania w trafność ówczesnych poszukiwań. I ta zagadkowa kamienna płyta, na tyle wielka, że nie potrafiono jej ominąć.
Za wiele jest wątpliwości by stwierdzić, że szukano we właściwym miejscu. Jeśli broń ukryto i nikt jej wcześniej potajemnie nie wydobył, przekaz musiał ulec zafałszowaniu. Możliwym jest też, że ktoś go celowo zafałszował, by wieść w czasie zaborów nie rozniosła się i nie pociągnęła za sobą przykrych skutków dla mieszkańców miasteczka.
Kończąc - wysnujmy inny scenariusz wydarzeń. Któryś z krewnych Minkiewiczów przyprowadził w nocy powstańców do znanej tylko sobie kryjówki, miejsca nieuczęszczanego, w którym znajdowała się pradawna katakumba lub stara piwnica. Być może zapomniany grób ariański na skraju włości Morsztyńskich. Tam w nocy żołnierze złożyli swą broń i ucałowali ostatni raz sztandar z orłem. Wejście zastawiono kamieniem, a dla zamaskowania swej bytności żołnierze przenieśli na to miejsce polną kamienicę. Gawiedzi widzącej żołnierzy podano inne miejsce i wymyśloną historię. Orzący pole rolnicy co roku dokładali kamieni . Kamienica głęboko wrosła w filipowski krajobraz, tak jak cmentarzyska Jaćwingów lub zapomniany żydowski kirkut.
Ale aby nie być tak poważnym, możliwe że historia zażartowała z Filipowa, podobnie jak w Konopielce Redlińskiego mieszkańcy wsi Taplary próbowali odkopać legendarnego złotego konia, który według taplarskich wierzeń, był zakopany na górce przy cmentarzu. (Koń ten miał grzywę i kopyta srebrne ...hmmm ...  a może coś mi się pomyliło? ) Mieszkańcy Filipowa mają ukrytą broń braci Minkiewiczów na cmentarzu mariawickim, której nijak nie potrafią wydobyć.

 

 
Kościół w Filipowie i okoliczne kościoły po potopie szwedzkim (1655 – 1661)
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Sobota, 24 Listopad 2012 23:43

Tekst jest wypisem z księgi wizytacji biskupiej Mikołaja Słupińskiego, biskupa grationpolitarnego, sufragana białoruskiego, wizytatora diecezji wileńskiej. Dziś dokument ten określilibyśmy jako wewnętrzny dokument kościoła. Zawiera on opis kościołów, a w szczególności mieści zalecenia, jakie wizytator dał urzędującym księżom. Wizytacji dokonano po potopie szwedzkim w latach 1674-1677.  Pierwsza publikacja tekstu znalazła się w kwartalniku „Litwa i Ruś" w 1912r., jej autor ks. Jan Kurczewski zatytułował ją „Stan kościołów parafjalnych w djecezji wileńskiej po najściu nieprzyjacielskiem 1655-1661 r."  Tytuł jest mylący, gdyż od wojny ze Szwedami i Rosją minęło ponad 10 lat, jest to czas wystarczający, aby naprawić straty materialne. Niemniej dokument jest bardzo cenny historycznie - oddający rzetelnie kondycję lokalnych społeczności.

Filipów 1656 - fragment ryciny „Bitwa pod Filipowem" Erika Jönson Dahlbergh. Widoczna wyniosła wieża kościelna i nieopodal proporczyk powiewający na ratuszu miejskim. Autor był inżynierem i topografem wojskowym, od jego pracy zależało powodzenie w boju wielu ludzi. Zatrudnił go, dopiero co przed bitwą warszawską w lipcu 1656 król szwedzki Karol Gustaw jako wybitnego fachowca. Nie sądzę, by narysował mu w październiku jakąś „lipę", był na to zbyt młody i zbyt ambitny. Nie był obecny w czasie bitwy. Jeśli w późniejszym czasie miał możliwość zrobić szkic Filipowa - na pewno naszkicował kościół.

Więcej…
 
Bitwa Mieruniszki - Filipów 1656 r.
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Poniedziałek, 12 Listopad 2012 00:13

Wśród bitew i potyczek II wojny północnej (1655-1660), bitwa pod Filipowem nie przykuwa szczególnej uwagi historyków, wzmiankowana jest jako epizod, w czasie którego Bogusław Radziwiłł odzyskał wolność, a wojska Rzeczpospolitej po przegranym starciu poszły w rozsypkę. Zachowane opisy zdarzeń z 22 października 1656r są niepełne, trudno z nich odczytać miejsce bitwy i jej przebieg. Korzystając z okazji, iż minęła 356 rocznica tych zdarzeń  warto pokusić się o próbę zebrania i podsumowania informacji o bitwie i jej miejscu. Tekst jest raczej regionalny niż historyczny, nie umieszczam w nim przypisów do źródeł, z których korzystałem.

W roku 1655 Potop Szwedzki zalał Rzeczpospolitą, padła Wielkopolska, Mazowsze, poddał się Kraków, Janusz Radziwiłł zerwał unię Litwy z Koroną, król uciekł na Śląsk. Nie sposób odnaleźć zamku czy dworu w Polsce, w którego historii nie zapisano, iż był złupiony i spalony przez Szwedów. Taka była ta wojna, tacy byli najeźdźcy zza Bałtyku zaprawieni w wojnie trzydziestoletniej, rabunki, łupy, haracze i kontrybucje, po to tu przybyli. W roku 1656 koło fortuny odwróciło się, wojska Karola Gustawa znalazły się w impasie, Jan Kazimierz mobilizuje siły Litwy i Korony, przełom w wojnie ze Szwecją wydaje się oczywisty.

Po przegranej bitwie warszawskiej w lipcu 1656r gdy u boku Szwedów stanęła armia brandenburska Fryderyka Wilhelma - dotychczasowego lennika Korony, czara goryczy podana Rzeczypospolitej przez zdrajców przelała się. Szlachta pomstuje i wzywa króla do zemsty na wiarołomcach. W sierpniu 1656r na  tajnej naradzie wodzów w Lublinie, król i senat planują  odwetową wyprawę na Prusy Książęce. Wodzem krucjaty obrano hetmana litewskiego Wincentego Korwina Gosiewskiego. Charakter kampanii określał rodzaj wojsk posłanych do boju - jazda, bez piechoty, bez armat, bez oblężeń, szybki rajd po elektorskiej ziemi. Wraz z wojskiem Rzeczpospolitej posłano na ziemię pruską „bicz boży"  - Tatarów.

Wyprawę Gosiewskiego wyznaczają dwie bitwy graniczne, wkroczenie pod Prostkami i opuszczenie Prus przez Mieruniszki - Filipów. Bitwy wraz z działaniami w Prusach doczekały się naukowego opracowania dr Sławomira Agusiewicza wydanego w serii „Historyczne Bitwy - Prostki 1656", wersję skróconą opracowania zawarto w pracy zbiorowej „Wielka Wojna w Prusach". Opis bitwy pod Filipowem tego samego autora możemy odnaleźć także w Jaćwieży 2001 nr 16. Po przeczytaniu tych prac odczuwa się pewien niedosyt. Nie wchodząc w dyskusje z opracowaniem naukowym warto dodać kilka zdań od strony regionalnej wskazać drogi, określić odległości, przypomnieć lokalizacje brodów, uściślić nazwy jezior, rzek i ich położenie, spróbować nakreślić plan bitwy na mapie.

Wincenty Aleksander Korwin Gosiewski herbu Ślepowron (ur. ok. 1620 - 1662 zamordowany pod Ostrynią, pochowany w Wilnie ), generał artylerii litewskiej od 1651, podskarbi wielki litewski i pisarz wielki litewski od 1652, hetman polny litewski od 1654.

 

Przeczytaj cały tekst:
 
Suwałki na starych pocztówkach
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Środa, 19 Wrzesień 2012 20:08
 
Dziennik bojowy por. Piotra Łazarewicza, dowódcy kompanii Straży Granicznej "Filipów"
Wpisany przez Tadeusz Sobuniewski   
Sobota, 01 Wrzesień 2012 02:21

 

Filipów dn. 1 września 1939 r.

Godz. 5. Samolot niemiecki w drodze powrotnej z Polski zrzucił bombę na płd. m. Filipów w polu 3.

Godz. 7.30. Telefon z d-wa [dowództwa] baonu Str. Gr. [Straży Granicznej] Suwałki. Niemcy rozpoczęły działania wojenne - w każdej chwili spodziewać się ataku.

Godz. 8.10. Radio - komunikat. Wojna. Rozkaz Naczelnego Wodza do żołnierzy. Natychmiast wydałem podległym mi placówkom zarządzenie. Wojna rozpoczęła się, wszyscy do rowów strzeleckich, obserwować przedpole i meldować. W razie natarcia starać się powstrzymać wg [względnie] odrzucić npla [nieprzyjaciela] za rów graniczny. Tabory z kuchnią odesłałem do folwarku Karolinowa za rzekę Rospudę.

W chwili rozpoczęcia wojny stan osobowy kompanii Str. Gr. Filipów: 2 oficerów, 93 szereg i 2 rkm [ręczne karabiny maszynowe].

Czytaj dalej...
 
Salwy nad Filipowem (1914-1918)
Poniedziałek, 23 Lipiec 2012 20:45

Na granicy gminy Filipów, między wsiami Piecki i Taciewo, w przydrożnym lesie znajduje się niewielki cmentarz wojenny. Spoczywa na nim 22 żołnierzy niemieckich i 239 rosyjskich. Próżno o niego pytać okolicznych mieszkańców i szukać na mapie; nie ma bramy, ogrodzenia ani krzyża, nagrobne betonowe płyty skryły się w ziemi, omszały w niepamięć. Wielka Wojna Światowa kilkakrotnie przetoczyła się przez Suwalszczyznę, pokrywając jej lasy i pola dziesiątkami podobnych cmentarzy i żołnierskich mogił. W październiku 1914 r. biegł tędy jej front, przepoławiając pieckowskie pola na pozycje wrogich armii.

Cmentarz wojenny Piecki - Młynisko

Płyta nagrobna na cmentarzu Piecki-Młynisko

Zdarzenia z lat 1914-1918 nie budzą dziś większego zainteresowania; odzyskanie niepodległości, następna wojna i walki o Polskę przyćmiły przeszłe zmagania zaborczych armii. Warto jednak przypomnieć ich przebieg, wytłumaczyć istnienie wojennych cmentarzy i odkryć istotną część historii Filipowa.
Czytaj dalej...
 
Marian Józef Dydziul
Wtorek, 26 Czerwiec 2012 11:31
DYDZIUL MARIAN JÓZEF
(05.03.1904 - 26.06.1942)
(RAF P- 0190)

Na plebanii w Filipowie w księdze chrztów z 1904 roku, w akcie spisanym cyrylicą (nr. 50) możemy odczytać, iż Józef Dydziul - nauczyciel filipowskiej szkoły wraz z żoną przynieśli do kościoła syna, któremu na chrzcie nadano imiona: Marjan Józef.
Józef Dydziul (ur. 1872 ) był szlachcicem, ożeniony z Marianną (Maryją, oryginalna pisownia) z Sokołowskich miał dzieci: Mariannę, ur. w 1897 roku; Janinę Kazimierę, ur. w 1899 roku; Józefę, ur. w 1900 roku, Marjana Józefa ur. 1904 roku, Weronikę Zofię ur.1906. Jako nauczyciel pracował w Sobolewie (1896), w Przerośli (1896-1900), w Filipowie (1901-1903). W swych notatkach Teodozja Jagłowska pisała "Dyndziul w Filipowie uczył w latach 1897-1905". Zapewne w późniejszych latach przeniósł się z rodziną do któregoś z większych ośrodków miejskich.

Czytaj dalej...
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 Następna > Ostatnie >>

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL


Radio 5
Instytucje regionalne
wybory2010